To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Forum Oficjalnego Klubu Mitsubishi - MitsuManiaki

Forum ogólne - Kultura jazdy na drogach itp itd ...poraz któryś tam ...

akbi - 01-12-2008, 22:17

zwalczanie chamstwem to jest dopiero, jak wyciagam kluczyk z kieszeni przechodzac obok tak zaparkowanego auta.

Mandaty 500 czy 1000 pln ?? ... to kara niewspolmierna ... inaczej zaboli tego od Cayenne a inaczej kogos od np. Matiza

JCH - 01-12-2008, 23:20

Juiceman napisał/a:
cns80 napisał/a:
Hi Hi :)
Jak kogoś stać na Cayenne to stać go też żeby raz w tygodniu zapłacić 500. W końcu jakoś trzeba łatać dziurę budżetową.


Trochę głupi przykład/myślenie no ale cóż : ).

Chamstwo zwalczac chamstwem jak inaczej sie nie da - zawsze pomaga ; )
A gdzie tu masz zwalczanie chamstwa chamstwem? To jest zwalczanie chamstwa prawem.
Hubeeert - 01-12-2008, 23:28

:roll: czy ja oszalałem, czy może Was pogięło?
W nosie mam co robicie prywatnie ale Moderator, Mitsumaniak i JrAdmin takie rady na publicznym Forum dawać?

...

cns80 - 02-12-2008, 07:48

akbi napisał/a:
Mandaty 500 czy 1000 pln ?? ... to kara niewspolmierna ... inaczej zaboli tego od Cayenne a inaczej kogos od np. Matiza
Spokojna głowa. Matizy tam nie parkują. Nawet samochody za 100 tyś tam nie parkują. Za to ML, CLK, Cayenne, 911, S-classe wręcz nagminnie. Mam wrażenie że ludzie, którzy kupują taki samochód (czasmi także) nabywają przy okazji cząstkę buractwa. Oczywiście w ich mniemaniu to jest bycie ponad prawem. Sam mam sąsiada, który od kiedy kupił BMW przestał używać kierunkowskazów i parkuje gdzie chce.
Swoją drogą to ciekawe zjawisko socjologiczne.

akbi napisał/a:
zwalczanie chamstwem to jest dopiero, jak wyciagam kluczyk z kieszeni przechodzac obok tak zaparkowanego auta.
Czasem też mam ochotę to zrobić, ale się powstrzymuję. Nie będę się tak bardzo zniżał. Czasami jak mi już puszczą nerwy to przystawiam takiego swoim samochodem i z uwielbieniem słucham jak w hipermarkecie ochrona czyta moje numery rejestracyjne, bo burak który stanął na miejscu dla inwalidy się strasznie śpieszy i nie może wyjechać. Ale bardzo żadko to robię, bo jakby nie było jest to blokowanie miejsca dla inwalidów na jeszcze dłuższy czas.

JCH napisał/a:
zwalczanie chamstwa prawem.
Dlatego polecam dzwonić po Straż Miejską. Zamiast ścigać babcie za pietruszkę zrobią coś pożytecznego (ostatnio odholowali 911, bo stała na miejscu dla inwalidów, a już 2 mandaty miała niezapłacone :) ).
Anonymous - 02-12-2008, 08:18

a ja czasem myślę że kupię sobie starego poloneza i wpakuję się w takiego źle zaparkowanego buraka :twisted:
ale chyba jeszcze nie doszedłem do tego poziomu frustracji.
Spróbuje z tą strażą miejską, zobaczymy czy przyjadą. Jak na złość wczoraj po powrocie z pracy wszyscy stali poprawnie i nie mogłem przetestować skuteczności naszych dzielnych służb mundurowych.

Morfi - 02-12-2008, 09:10

U Mnie na dzielnicy strach pozostawić droższe auto w nocy przed blokiem :) Dlatego garaze powstaja jak grzyby po deszczu :D
Ale i tak sa ludzie mniejszej inteligencji co potrafia w poprzek zaparkowac i tak zostawic samochod.
A co do nowo bogackich stajacychna miejscach dla inwalidow to, kiedys podszedlem do takiego i zapytalem czy chce nabyc uprawnienia do stawania w miejscu tak oznaczonym. Nawet nie wiecie jak szybko przestawil samochód :D

akbi - 02-12-2008, 09:36

Hubeeert napisał/a:
W nosie mam co robicie prywatnie ale Moderator, Mitsumaniak i JrAdmin takie rady na publicznym Forum dawać?

:oops: to nie była rada, tylko definicja chamstwa w omawianej sytuacji :P

...oczywiście nie polecam ...

miszkin - 30-12-2008, 15:06

Uffff, dwa bite dni czytałem tę bardzo interesującą dyskusję ;)

Dorzucę swoich kilka groszy.

Wszyscy narzekamy, że jest tak źle nam się jeździ po polskich drogach, bo naszym kierowcom (większość) brak kultury, wyobraźni, umiejętności, itp. Jednocześnie pojawiają się głosy, że "na Zachodzie" (Irlandia, Anglia, Szwecja, itd) to dopiero jest bajka. Zgodzę się z tym. Ale Zachód (pojmowany w sensie starej, posiadającej lepsze drogi i auta EU) to też Francja, Włochy, Grecja... Mieszkałem 3 lata w Paryżu i wierzcie mi, tam też ludzie odstawiają w korkach takie same akcje jak u nas w Warszawie czy w Gdańsku. A gościu na motorze, któremu zastawisz (nawet niechcący) drogę między pasami urwie ci lusterko i pojedzie dalej.

Abstrahując od europejskich dróg i europejskich kierowców, to mieszkałem też dwa lata w Syrii - tam dopiero jest niezła jazda na drogach. Ale co ciekawe przez cały ten czas widziałem tylko 2 wypadki.

A jak ktoś chce zobaczyć prawdziwy hardkor na drogach to polecam Indie - tam każdy centymetr drogi jest wykorzystywany. W miejscach gdzie u nas mieściłyby się 2 samochody tam będzie stało ich 5, a pomiędzy nimi będą jeszcze stały rowery, riksze, itd.

Aha, wracając jeszcze do tematu ograniczenia prędkości w mieście do 50kmh i w ogóle jazdy wolniej niż szybciej pozwolę sobie na mały cytat:

"Fizyki nie da się oszukać. Tę prawdę znamy wszyscy. Często jednak, jako kierowcom, zdarza nam się o niej zapomnieć. Ilu z was przestrzega ograniczenia prędkości do 50 km/h w terenie zabudowanym? Przecież są odcinki, gdzie owe 50 km/h wydaje się bzdurne, a jadąc „tylko odrobinę szybciej” (czyli 60 km/h) nie narazimy się zbytnio na ewentualny mandat. Postaram się pokazać Wam, jak błędne może być to założenie.

Badania nad bezpieczeństwem ruchu drogowego (BRD) wskazują, że wzrost prędkości pojazdu o 5 km/h powoduje dwukrotny wzrost prawdopodobieństwa wypadku. Nie jest to zależność liniowa, ale sprawdza się dla zakresu prędkości od 50 do ok. 80 km/h. Jadąc więc 60 km/h jesteśmy czterokrotnie bardziej narażeni na wypadek niż jadąc z prędkością 50 km/h! To przecież „tylko odrobinę szybciej” – skąd więc ta różnica??

Wyobraźmy sobie dwa samochody jadące obok siebie. Pierwszy jedzie z przepisową prędkością 50 km/h; drugi – jedzie „tylko odrobinę szybciej”, bo 60 km/h. Dodajmy do tego małego chłopca na trójkołowym rowerku, który wyrwał się mamie i wtargnął na jezdnię przed jadące samochody. Obaj kierowcy dostrzegają go równocześnie i – nie mając innej możliwości uniknięcia wypadku – równocześnie rozpoczynają hamowanie. Obaj kierowcy są wypoczęci, młodzi, mają sprawne hamulce, dla obu jednak wtargnięcie dziecka jest niespodziewane i nagłe. Dla takich założeń można przyjąć, że całkowity czas jaki upłynie od chwili ujrzenia niebezpieczeństwa do momentu rozpoczęcia hamowania pojazdu to ok. 1,2 sekundy. To dość optymistyczne założenie, ale pozostańmy przy nim. Z prostego przeliczenia jednostek otrzymujemy:

Odległość jaką przejedzie samochód 1 zanim w ogóle zacznie hamować to 16,7 m, a samochód 2 to 20,0 m.

Różnica (3,3 m) wydaje się niewielka. Zobaczmy, co będzie działo się dalej. Jeśli chłopczyk (dajmy na to 4-letni Piotruś) wtargnie na ulicę 15 metrów przed samochodami – kierowcy będą bez szans. Pierwszy uderzy go z prędkością 50 km/h, drugi – z prędkością 60 km/h. Załóżmy jednak „optymistycznie”, że Piotruś pojawia się na drodze w odległości 30 m od nadjeżdżających samochodów.

Minęło 1,3 s. Obaj kierowcy jadą po suchej, asfaltowej drodze, na świetnie dobranych oponach. Oba samochody wyposażone są w ABS i obaj kierowcy – jak przykazano – z całej siły wciskają pedał hamulca jednocześnie. Zobaczmy, co się stanie…

Średnie opóźnienie hamowania dla założonych warunków 8 m/s2
Droga hamowania od momentu jego rozpoczęcia do zatrzymania: S1: 12,1 m, S2: 17,4 m
Całkowita droga zatrzymania od momentu ujrzenia zagrożenia: S1: 28,8 m, S2: 37,4 m

Różnica „tylko odrobiny szybciej” staje się ogromna. Samochód jadący 50 km/h zatrzyma się tuż przed rowerkiem Piotrusia. Drugi jest po prostu bez szans. Fizyki nie da się oszukać. Zabraknie 7 metrów, by bezpiecznie wyhamować. Zobaczmy, jakie mogą być skutki tego wypadku.

Samochód 1 zatrzymuje się tuż przed dzieckiem.
Samochód 2 uderza w dziecko zatrzymując się 7,4 m za nim.
Prędkość, z jaką samochód 2 uderzy w dziecko: 39 km/h...

Widać więc, że dla pierwszego kierowcy całe zdarzenie skończyło się na strachu. W przypływie zdenerwowania i pod wpływem adrenaliny, kierowca ten może nawet pośle kilka niecenzuralnych słów pod adresem rodziców Piotrusia.
Kierowca jadący „tylko odrobinę szybciej” będzie mimowolnym uczestnikiem wypadku. Z pedałem hamulca wciśniętym do oporu, drgającym w trakcie pracy systemu ABS, z zaciśniętymi zębami, uderzy w Piotrusia i jego rowerek. I nadal będzie jechał z tą nieszczęsną prędkością 39 km/h.

Przednia maska samochodu spotyka się z ciałem chłopca. Drobne kości i mięśnie wraz z odginającą się maską amortyzują uderzenie, uginając się o ok. 20 cm, rozpędzając jednocześnie ciało Piotrusia do prędkości 39km/h. Trwa to około 0,018 sekundy. Uprośćmy sprawę i pomińmy rolę trójkołowego rowerka w tym zdarzeniu oraz uznajmy, że w momencie zderzenia prędkość nie malała (samo uderzenie w dziecko spowolni samochód o jakieś 2-3 km/h). Przez mały ułamek sekundy na ciało Piotrusia działa przyspieszenie równe 60 G! Oznacza to, że jeśli chłopczyk ważył – załóżmy – 25 kg, przez moment siły oddziałujące na niego odpowiadały masie 1,5 tony w normalnych warunkach!

Co to oznacza dla chłopca? Tak naprawdę wiadomo jedno. Na pewno zostanie poważnie ranny. Gdyby był dorosły, jego szanse na przeżycie przy uderzeniu z taką prędkością wynosiłyby około 70%. Piotruś jednak nie ma tyle szczęścia i nadal jest dzieckiem. To daje jakieś 50% szans na to, że przeżyje. Prawdopodobnie jego ciało zostanie wyrzucone w górę pod pewnym kątem i upadnie w pewnej odległości z nienaturalnie powyginanymi kończynami. Będzie nieprzytomny od uderzenia głową o samochód i asfaltową drogę.

I to jest właśnie owa subtelna różnica. Różnica 10 km/h. Różnica pomiędzy zdenerwowaniem i drżącymi nogami przy 50 km/h a agonią 4-letniego dziecka, do której przyczynił się kierowca jadący „tylko odrobinę szybciej”…


Aha i jeszcze jedno... Wiedzieliście, że tzw. "koszt społeczny" jednej zabitej osoby to milion złotych?

Cytat:
Wypadki drogowe i ich skutki to nie tylko problem społeczny i moralny, ale także ekonomiczny. Nie można przeliczyć bólu i cierpienia ofiar wypadków i ich najbliższych. Są to straty niewymierne. Jednak straty materialne, jakie ponosi społeczeństwo z tytułu wypadków drogowych, mierzone wielkością niewytworzonego dochodu narodowego, przewyższają wielkość wydatków budżetu naszego państwa na opiekę zdrowotną i pomoc społeczną. Koszt społeczny jednej zabitej osoby to prawie 1 mln złotych!
(źródło: KRBRD)

Tutaj jest cytowany tekst i tabelki.

Morfi - 30-12-2008, 15:56

Zaraz mnie zjecie ale...
Wiem o tym doskonale ale nie mam zamiaru jezdzic 50km/h po dwupasmowych drogach gdzie sa przejscia dla pieszych podziemne ...

miszkin - 30-12-2008, 16:20

Morfi, spoko, nikt Cię nie piętnuje. Cała ta afera z pięćdziesiątka dotyczy innych dróg, niż ta, którą opisujesz. Przecież sporo jest właśnie takich dróg w miastach, gdzie ograniczenie jest do 80, a nie 50 (Trasa Łazienkowska czy Al. Prymasa 1000-lecia w Warszawie choćby)...

I w sumie nie chciałbym, żeby moja wypowiedź brzmiała jak przepełniony hipokryzją moralitet (bo nie zawsze o tym pamiętam). Sam nie zdawałem sobie sprawy z tego z jaką szybkością uderzę w "przeszkodę", podczas gdy ten jadący 10kmh wolniej właśnie się zatrzymał...

Tylko dobrze jest pamiętać, że pęd rośnie proporcjonalnie do kwadratu prędkości.

Dlatego mimo że niektórym ludziom może wydawać się to dziwne:
- Zwiększenie prędkości o 25% to wydłużenie drogi hamowania o ponad 56%.
- Droga hamowania ze 120 km/h jest ponad czterokrotnie dłuższa niż z 60 km/h!
- Droga hamowania z 60 km/h jest o około 45% dłuższa niż z 50 km/h.



A tak na marginesie - zastanawiam się czy mamy tutaj na forum zwolenników teorii, wg której jazda bez pasów jest bezpieczniejsza? I czy wszyscy proszą pasażerów z tyłu o zapięcie pasów? Ja na przykład nie ruszę, dopóki osoba siedząca za mną nie zapnie pasów...

Morfi - 30-12-2008, 16:24

Co do pasów to, jak nie mam zapietych to sie dziwnie czuje :)
Pasy mi juz uratowaly glowe przed spodkaniem z kierownicą, ale......
znam kilkoro ludzi ktorym nie zapiete pasy uratowaly zycie ( przy bocznym uderzeniu w slup).

miszkin - 30-12-2008, 16:38

Cytat:
znam kilkoro ludzi ktorym nie zapiete pasy uratowaly zycie ( przy bocznym uderzeniu w slup)


Ja też, ale nie zmienia to faktu, że zapięte pasy w momencie wypadku drogowego to najczęściej jedyna szansa na przeżycie. Z przeprowadzonych na świecie badań wynika, że 50% ofiar śmiertelnych wypadków drogowych mogłaby żyć, gdyby w chwili zdarzenia miały zapięte pasy... Statystycznie zatem opłaca się je zapinać.


Taka mała ciekawostka a propos pasów:

Zderzenie samochodu jadącego z prędkością 80 km/godz. ze stałą przeszkodą np. drzewem, słupem czy stojącą ciężarówką, jest niemal zawsze śmiertelne dla osób znajdujących się w samochodzie. Całkowicie bez szans jest osoba, która nie zapięła pasów bezpieczeństwa. Zdarzenie trwa ułamki sekundy, a śmierć przychodzi
z prędkością pocisku.

- po 0,026 sekundy od początku wypadku zderzak i przód samochodu jest już zgnieciony, a niezapięty pasami kierowca kontynuuje ruch z prędkością 80 km/godz.;

- po 0,039 sekundy kierowca wraz z siedzeniem zostaje uniesiony o 15 cm;

- po 0,044 sekundy uderza klatką piersiową w kierownicę;

- po 0,050 sekundy opóźnienie działajace na osobę 80 razy przewyższa masę ciała;

- po 0,068 sekundy ciało kierowcy uderza w deskę rozdzielczą z siłą 6 ton;

- po 0,092 sekundy głowa kierowcy uderza w przednią szybę;

- po 0,100 sekundy, ciało kierowcy po uderzeniu w kolumnę kierownicy, wypada na zewnątrz wybijając przednią szybę – obrażenia powodują śmierć na miejscu!

- po 0,110 sekundy wrak auta zaczyna się cofać;

- po 0,150 sekundy w miejscu wypadku zalega cisza.


I jeszcze kilka mitów:

PASY BEZPIECZEŃSTWA - MITY I FAKTY



Śmiertelność w wypadkach drogowych w Polsce na tle innych krajów europejskich jest wyjątkowo wysoka. Na każde 100 osób uczestniczących w wypadku, śmierć ponosi 11. Pomimo to kierowcy nadal nie są świadomi znaczenia zapinania pasów bezpieczeństwa. Wśród uczestników ruchu drogowego krąży wiele stereotypów dotyczących stosowania pasów. Oto niektóre z nich:


MIT:
Sceptycy twierdzą, że zapięte pasy mogą uniemożliwić wydostanie się z płonącego pojazdu.

FAKT:
Statystyki wypadków wskazują jednak, że jedynie 0,5% wypadków drogowych wiąże się z pożarem auta.



MIT:
Wśród kierujących i pasażerów krąży teoria, że podczas wypadku lepiej wypaść z auta niż być w nim uwięzionym.

FAKT:
Badania wskazują, że w przypadku wyrzucenia ciała przez przednią szybę ryzyko odniesienia ciężkich ran w wypadku jest 25 razy większe. Natomiast ryzyko śmierci jest 6 razy większe.



MIT:
Wielu kierowców wychodzi z założenia, że po mieście i na krótkich trasach jeździ się wolno. W związku z tym, w razie wypadku nic im się nie stanie. Zapinanie pasów, w tej sytuacji, jest czynnością zbędną.

FAKT:
Nic bardziej mylnego, bowiem przy zderzeniu z prędkością 50 km/godz. ciało jest wyrzucane z siedzenia z siłą 1 tony. Przy uderzeniu w stałe elementy samochodu skutki mogą być śmiertelne, również dla pasażera z przodu.



MIT:
Właściciele aut wyposażonych w poduszki powietrzne żyją natomiast w przeświadczeniu, że to zabezpieczenie jest wystarczające.

FAKT:
Poduszka powietrzna redukuje ryzyko śmierci o 50% tylko wtedy, gdy podczas wypadku działa wspólnie z pasami bezpieczeństwa.



MIT:
Uczestnicy ruchu drogowego, korzystający z tylnych foteli samochodu, rzadko zapinają pasy bezpieczeństwa (stosuje je średnio około 47% pasażerów). Uważają, że na tylnym siedzeniu jest bezpieczniej.

FAKT:
Pasażerowie na tylnym siedzeniu są tak samo narażeni na poważne obrażenia jak z osoby siedzące z przodu samochodu. Ponadto, stanowią oni śmiertelne zagrożenie dla podróżujących z przodu pojazdu.



MIT:
Niektórzy rodzice myślą, że trzymanie dziecka na kolanach zabezpieczy je przed konsekwencjami wypadku w takim samym lub większym stopniu jak usadowienie w foteliku.

FAKT:
Rodzic nie jest w stanie utrzymać w rękach dziecka, które w momencie nieoczekiwanego uderzenia przybiera masę słonia. Co więcej, w czasie wypadku, rodzic może przygnieść dziecko własnym ciałem zmniejszając jego szansę na przeżycie.



MIT:
Wielu przyszłych rodziców myśli, że pasy bezpieczeństwa stanowią zagrożenie dla płodu.

FAKT:
Podczas wypadku pasy bezpieczeństwa są jedynym urządzeniem, które może uratować życie kobiety w ciąży i jej nienarodzonego dziecka.

ŹRÓDŁO

siwek - 30-12-2008, 16:39

miszkin napisał/a:
I czy wszyscy proszą pasażerów z tyłu o zapięcie pasów?
co do pasow to również w moim samochodzie każdy musi mieć je zapięte, bez różnicy czy siedzi z przodu czy z tyłu. Robie tak jak ty, nie ruszam póki wszyscy nie zapną pasów.
miszkin - 30-12-2008, 16:46

Tych kilka ton za plecami działa na wyobraźnię, co? ;)

Właśnie przeczytałem, że nawet przy wykonywaniu gwałtownych skrętów (omijanie przeszkody, itd.) niezapięty w pasy pasażer może zmienić środek ciężkości pojazdu i swoją masą wpłynąć na tor jazdy czy nawet spowodować dachowanie...

Morfi - 30-12-2008, 16:49

Ja ogladalem program, ale dotyczacy zakupów w bagazniku ktore sie tam przewracaja.
Ktore moga przy uderzeniu nas zabic...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group